7 paź 2010

28.08.2010




Czy ktoś dostał prezent, którym jest „drugie zycie”? Zapewne! Ja teraz też należę do tego grona. Wiem, że jest to wielki dar, za który będę zawsze dziękować. Zapewne rodzi się pytanie dlaczego. Błysk świateł, dzwięk tłuczonych szyb, upadek w busz, krzyk, ból w ciele i czekanie, aby ktoś cię uwolnił. Ciągnęło się to w nieskończoność.
Sama nie potrafię powiedzieć co czułam te kilkanaście godzin temu, kiedy otarliśmy się o śmierć.  Teraz ciągle wracają te obrazy. To jest jakiś przełom w moim życiu, jasny znak, że muszę jeszcze zapracować na niebo. A teraz na usta ciśnie się tylko: „Dzięki Ci Boże, że żyję! Na pewno tego nie zmarnuję!”

27.08.2010




Ostatnie minuty w Sunyani. Czekamy na Br. Paolo, który zawiezie nas na stację. Czekanie ciągnie się w nieskończoność. Świadomość  tego, że wszystko może być ostatnie jest niedozniesienia. Siedząc w naszej kuchni czy na werandzie doceniam to, co mnie tu spotkało. Łzy do oczu cisną się z wielka siłą. Ostatnie podsumowanie z Asiem, ostatni mecz koszykówki po zmroku. Spakowany plecak czeka na powrót do Polski. Mimo tęsknoty, nie chce się wracać. Strasznie ciężko jest wrócić będąc tu szczęśliwym, łzy są tu nieuniknione! Last minutes In Sunyani.

26.08.2010




No i się zaczęło. Czas pożegnań, czas powrotu do domu. Chyba lepiej jest powiedzieć „see you”, niż wyjechać bez żadnego słowa. Ale to było jedno z najtrudniejszych pożegnań. Pożegnanie z ludźmi, z którymi przez 2 tygodnie tworzyło się zgrany team. To z nimi zaczęły się przyjaźnie.
Mimo tego, że powiedzieliśmy sobie „goodbye” mam nadzieje, że jutro zjawią się „przypadkiem na stacji czy w Boys Home.”
Choć czasem nie ma łez na zewnątrz, to są one w środku, w naszym sercu. Czasem zastawiam się, czemu tak łatwo przywiązuję się do ludzi. Ale trudno jest zrobić inaczej mając świadomość, że wpisali się w moje serce. To oni stali się częścią historii niejakiej Kropki.

25.08.2010


  

Wróciliśmy z naszych wakacji, które były strasznie krótkie. Ale i tak dobrze jest wrócić do domu – do Sunyani. Nawet, jeśli jest to świadomość, że spędzę tu ostatnie dni. Ale takie wizyty jak ta ubogacają. Gdy nie ta podróż pewnie nie zobaczyłabym wodospadów, nie kąpała się w nich, nie byłabym na typowej misji, nie jechałabym na pace typową drogą Afrykańską. Takie doświadczenia miejsca, w którym się jest, są dobre. Nie tylko to, co zostało uwiecznione na zdjęciach przetrwa próbę czasu.
Każdego dnia próbuję podsumować, to wszystko, co mnie tu spotkało. Ale będąc tu jest to chyba niewykonalne. Każdy dzień mógłby być osobną historią. Chyba dopiero w Polsce, jak minie sporo czasu będę w stanie podsumować ten czas, wyciągnąć wnioski i pomyśleć, co mogłam zrobić lepiej.

21.08.2010



Dziś zostaliśmy oficjalnie pożegnani i usłyszeliśmy słowo „Thank U:. Teraz wszystko pokazuje, ze czas wyjazdu zbliża się nieubłaganie. Nawet wolontariusze przygotowali nam send off. Muszę się zatrzymać, choć na kilka chwil, żeby podsumować cały camp i pookładać wszystko w mojej głowie.
Mimo tego, że dziś sobota mi brakuje zamieszania w Boys Home. Gdy wybiła 14 nic się nie zmieniło. Nie usłyszałam muzyki, dzieciaki nie przybiegły, Atta nie przyszedł się ze mną podroczyć. Brama zamknięta. To znak, że odpoczywamy po Campie.
Gdyby cisza mogła zabijać, ja leżałabym martwa. Przez ostatni czas Boys Home stał się najgłośniejszym miejscem w okolicy. Nawet lokalne kościoły miały konkurencje :)

29 wrz 2010

20.08.2010


Wszystko na ziemi i niebie ma swój czas. Nasz camp dobiegł końca, Tak na świeżo trudno jest wyrazić swoje emocje., które były i są we mnie. Bez wątpienia był to czas łaski, radości, bycia z drugim człowiekiem, animowania, ale też strasznie ciężkiej pracy. Dziś te minione dwa tygodnie są tylko wspomnieniem. Ten czas przyniósł ze sobą nowe doświadczenia i uczucia. To wszystko, co się tu wydarzyło umacnia mnie w przekonaniu, że tu jest moje miejsce, że tu jestem szczęśliwa.
A co z ludźmi? Bez wątpienia było to czas zawierania nowych znajomości, przyjaźni. Fakt, że za tydzień opuszczę Sunyani nie oznacza, że zerwę kontakt z tymi wszystkimi ludźmi. Mamy skrzynki mailowe, facebooki i telefony. To co działo się między nami przez ten miniony czas było darem, ale także ustawiczną pracą. Dzięki tym ludziom, przez których są tylko łzy radości i tęsknoty, stwierdzenie, że „uśmiech jest największą motywacją” nabrało nowego znaczenia.

19.08.2010




Dziś zakończyliśmy normalne dni obozowe. Jutro final show – koniec cudownych dwóch męczących tygodni.
Chyba nie potrafię opisać cudu jakim był dzisiejszy dzień. Rano nic nie zapowiadało tej cudowności. Ale wystarczyły tysiące uśmiechów dzieciaków i Bossa, a ja była innym człowiekiem. Eucharystia okazała się najbardziej oczekiwanym punktem programu. Rozdanie nagród, czas spędzony z animatorami. To strasznie ubogaca kiedy każdy mówi thank you. Niewątpliwe jest to, że Ci ludzie stali się częścią mojego serca.