17 wrz 2010

29.07.2010





Wróciliśmy z Północy Ghany. Jest to zupełnie inne miejsce niż nasze Sunyani. Różni się nie tylko budownictwem, językiem, ale jest także najbiedniejszym rejonem państwa. Obrazki z tego miasta pokazuja typowe wyobrażenia o Afryce – gliniane chatki, brak dostepu do wody, hodowla zwierząt. Zastanawiam się czasem czy Bóg nie zapomniał o tych ludziach. Ale takie wizyty pozwalają człowiekowi dostrzec to, co ma. Co raz częściej dochodzę do wniosku, że lokalni mówiąc „Jesteś biały, masz pieniądze” mają rację. A oni tak często nie maja co włożyć do ust!
Na północy był z nami polski misjonarz Fr. Franek. Jest to człowiek, który bez wątpienia poświęcił swoje życie Bogu i Afryce. W Jemie – wiosce, w której pracuje – buduje kościół, plebanię i jest dyrektorem szkoły. Wszystko co robi, robi z sercem i poświęca Najwyższemu. I taki powinien być prawdziwy misjonarz.

14 wrz 2010

25.07.2010




Afryka to bez wątpienia miejsce, gdzie cuda są na porządku dziennym, a do tego tak strasznie widoczne. Szczególnie dla nas Europejczyków. Dziś były śluby wieczyste Br. Edmunda. Ale dzisiaj nie będzie o religii, ale o radości. Ghańczycy na każdym kroku tańczą, klaszczą i się radują. Jest to bardzo pozytywne. Zastanawiam się z czego to wszystko wynika. Na pewno taniec to sposób okazywania radości, ale także pewien element kultury. Dla mnie, białego człowieka, jest to coś, co zachwyca i porusza serce.
Nasi chłopcy są niesamowici. Dziś wracając z mszy, jadąc na pace, włączyli muzykę i zaczęli śpiewać i tańczyć. Nie sposób było się temu oprzeć i nie dołączyć do nich. Ludzie patrzyli się na nas dziwnie. 5 białych dziewczyn tańczących na pace razem z chłopakami. Bo to jest właśnie afrykańska radość!

12 wrz 2010

24.07.2010





Życie tutaj jest naprawdę cudem, który trzeba docenić. Nawet tu, tysiące kilometrów od domu, spotyka się Polaków. I to nie tylko jednego. Poza nami – ekipą projektową – jest tu 6 polaków. Nawet Romek, z którym nie potrafiłam spotkać się w Polsce.
Choć zastanawia mnie, po co tak naprawdę tu przyjeżdżamy. Jesteśmy tu jakiś czas, wracamy do domu, tęsknimy. Ale przez to wszystko jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia, przyjaźnie. To właśnie oni wylewają łzy, szczególnie kiedy wracają do domów. To tak jak Paula dziś. I to chyba jest szczęście. Znaleźć to wszystko czego nam potrzeba w jednym miejscu.
Kilka dni temu wróciłam do domu, ogarnęłam się. Teraz biorę się za uzupełnianie braków na moim blogu :)

23 lip 2010

19.07.2010




Dzieci w Ghanie. Jakie one są? Są cudowne! Każde z nich chce dostać choć odrobinę miłości. Każde chce się przytulić. Nie jest to tylko uwarunkowane tym, ze ja jestem biała a one czarne. Głównie idzie o to, że te dzieciaki potrzebują miłości. Bardzo często chorują. Jest to głównie malaria. Ale ich to nie zraża. One chcą się bawić, spędzać z nami czas. A ja przejmuje się nimi. Daje lekarstwa, odsyłam z lokalnymi do domów.
Siłę w tej całej posłudze daje nam polska msza odprawiana każdego dnia. A także różaniec, który w tej chwili leży pod moja poduszka :)

19 lip 2010

14.07.2010




Od kilku godzin jestem w Ghanie. Chwilami wygląda to jak kadr z dobrego filmu, gdzie główna role graja murzyni. Pierwsze wrażenia? Gorące, mokre powietrze, Ks. Bosco wszędzie rozpoznawany. Tu, w Ghanie, na pierwszy rzut oka wysuwa się wielka bieda, ale za raz za nią widać wielka otwartość. Tyle razy słyszeliśmy "obroni, obroni." To jest ciągle niesamowite. Niesamowita jest podroż bez żadnych problemów. Jutro jedziemy do Boys Home - naszej placówki misyjnej, gdzie spędzimy najbliższe 2 m-ce.
Spotkaliśmy Fr. Piotrka, zrobiliśmy mała wymianę ludzi i spędziliśmy polish evening :)

12 lip 2010


Ostatnie chwile w domu. Tysiące pytań. Ciągle nic nie dociera do mojej nieogarniętej głowy. Stresik rośnie ;-) To będzie coś niesamowitego. Nowe przeżycie.

Chciałabym podziękować kilku osobą:
Ance, Krzyśkowi, Magdzie, Jankowi, Romkowi za wparcie w najtrudniejszych chwilach i ciągłe dopingowanie
Łukaszowi za poświęcony czas i zorganizowanie niedzieli misyjnej
Dżagle, Zielonej, Tlatlikowi, Monice, Ciachowi, Zabrzi, Piotrusiowi za tworzenie grupy wsparcia :)
Sebastianowi, państwu Hadaś za wsparcie rzeczowe i finansowe mojego wyjazdu
Grupie wolontariuszy za wszystko
No i Wam drodzy blogowicze!

Wyruszam w misyjną podróż życia z różańcem w ręku.
Jezu prowadź nas! :)