14 wrz 2010

25.07.2010




Afryka to bez wątpienia miejsce, gdzie cuda są na porządku dziennym, a do tego tak strasznie widoczne. Szczególnie dla nas Europejczyków. Dziś były śluby wieczyste Br. Edmunda. Ale dzisiaj nie będzie o religii, ale o radości. Ghańczycy na każdym kroku tańczą, klaszczą i się radują. Jest to bardzo pozytywne. Zastanawiam się z czego to wszystko wynika. Na pewno taniec to sposób okazywania radości, ale także pewien element kultury. Dla mnie, białego człowieka, jest to coś, co zachwyca i porusza serce.
Nasi chłopcy są niesamowici. Dziś wracając z mszy, jadąc na pace, włączyli muzykę i zaczęli śpiewać i tańczyć. Nie sposób było się temu oprzeć i nie dołączyć do nich. Ludzie patrzyli się na nas dziwnie. 5 białych dziewczyn tańczących na pace razem z chłopakami. Bo to jest właśnie afrykańska radość!

12 wrz 2010

24.07.2010





Życie tutaj jest naprawdę cudem, który trzeba docenić. Nawet tu, tysiące kilometrów od domu, spotyka się Polaków. I to nie tylko jednego. Poza nami – ekipą projektową – jest tu 6 polaków. Nawet Romek, z którym nie potrafiłam spotkać się w Polsce.
Choć zastanawia mnie, po co tak naprawdę tu przyjeżdżamy. Jesteśmy tu jakiś czas, wracamy do domu, tęsknimy. Ale przez to wszystko jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia, przyjaźnie. To właśnie oni wylewają łzy, szczególnie kiedy wracają do domów. To tak jak Paula dziś. I to chyba jest szczęście. Znaleźć to wszystko czego nam potrzeba w jednym miejscu.
Kilka dni temu wróciłam do domu, ogarnęłam się. Teraz biorę się za uzupełnianie braków na moim blogu :)

23 lip 2010

19.07.2010




Dzieci w Ghanie. Jakie one są? Są cudowne! Każde z nich chce dostać choć odrobinę miłości. Każde chce się przytulić. Nie jest to tylko uwarunkowane tym, ze ja jestem biała a one czarne. Głównie idzie o to, że te dzieciaki potrzebują miłości. Bardzo często chorują. Jest to głównie malaria. Ale ich to nie zraża. One chcą się bawić, spędzać z nami czas. A ja przejmuje się nimi. Daje lekarstwa, odsyłam z lokalnymi do domów.
Siłę w tej całej posłudze daje nam polska msza odprawiana każdego dnia. A także różaniec, który w tej chwili leży pod moja poduszka :)

19 lip 2010

14.07.2010




Od kilku godzin jestem w Ghanie. Chwilami wygląda to jak kadr z dobrego filmu, gdzie główna role graja murzyni. Pierwsze wrażenia? Gorące, mokre powietrze, Ks. Bosco wszędzie rozpoznawany. Tu, w Ghanie, na pierwszy rzut oka wysuwa się wielka bieda, ale za raz za nią widać wielka otwartość. Tyle razy słyszeliśmy "obroni, obroni." To jest ciągle niesamowite. Niesamowita jest podroż bez żadnych problemów. Jutro jedziemy do Boys Home - naszej placówki misyjnej, gdzie spędzimy najbliższe 2 m-ce.
Spotkaliśmy Fr. Piotrka, zrobiliśmy mała wymianę ludzi i spędziliśmy polish evening :)

12 lip 2010


Ostatnie chwile w domu. Tysiące pytań. Ciągle nic nie dociera do mojej nieogarniętej głowy. Stresik rośnie ;-) To będzie coś niesamowitego. Nowe przeżycie.

Chciałabym podziękować kilku osobą:
Ance, Krzyśkowi, Magdzie, Jankowi, Romkowi za wparcie w najtrudniejszych chwilach i ciągłe dopingowanie
Łukaszowi za poświęcony czas i zorganizowanie niedzieli misyjnej
Dżagle, Zielonej, Tlatlikowi, Monice, Ciachowi, Zabrzi, Piotrusiowi za tworzenie grupy wsparcia :)
Sebastianowi, państwu Hadaś za wsparcie rzeczowe i finansowe mojego wyjazdu
Grupie wolontariuszy za wszystko
No i Wam drodzy blogowicze!

Wyruszam w misyjną podróż życia z różańcem w ręku.
Jezu prowadź nas! :)

11 lip 2010

11.07.2010



Zbliża się wieczór. Za kilkanaście godzin nie będzie mnie w Polsce. Za te kilkanaście godzin zacznie spełniać się moje marzenie. Co czuję? Mimo tego, że każdy i wszystko na mojej drodze usilnie przypomina mi o wyjeździe, do mnie jeszcze to nie dociera. Jest to jakby fragment wycięty z rzeczywistości, wręcz rodem ze snów. Wszystko spakowane (w końcu względny porządek w pokoju!), rzeczy naszykowane, mama poddenerwowana.Ostatnia noc w domu. Jaka będzie? Wiem jedno. Wieczór spędzę z mamą, filmem i winem. A co jutro? Coś co bez wątpienia zmieni moje życie. Póki co nie do końca to ogarniam.