Zbliża się wieczór. Za kilkanaście godzin nie będzie mnie w Polsce. Za te kilkanaście godzin zacznie spełniać się moje marzenie. Co czuję? Mimo tego, że każdy i wszystko na mojej drodze usilnie przypomina mi o wyjeździe, do mnie jeszcze to nie dociera. Jest to jakby fragment wycięty z rzeczywistości, wręcz rodem ze snów. Wszystko spakowane (w końcu względny porządek w pokoju!), rzeczy naszykowane, mama poddenerwowana.Ostatnia noc w domu. Jaka będzie? Wiem jedno. Wieczór spędzę z mamą, filmem i winem. A co jutro? Coś co bez wątpienia zmieni moje życie. Póki co nie do końca to ogarniam.
11 lip 2010
11.07.2010
Zbliża się wieczór. Za kilkanaście godzin nie będzie mnie w Polsce. Za te kilkanaście godzin zacznie spełniać się moje marzenie. Co czuję? Mimo tego, że każdy i wszystko na mojej drodze usilnie przypomina mi o wyjeździe, do mnie jeszcze to nie dociera. Jest to jakby fragment wycięty z rzeczywistości, wręcz rodem ze snów. Wszystko spakowane (w końcu względny porządek w pokoju!), rzeczy naszykowane, mama poddenerwowana.Ostatnia noc w domu. Jaka będzie? Wiem jedno. Wieczór spędzę z mamą, filmem i winem. A co jutro? Coś co bez wątpienia zmieni moje życie. Póki co nie do końca to ogarniam.
10 lip 2010
09.07.2010
Jestem spakowana! Jest to dla mnie wielki sukces, ponieważ nie wiedziałam jak się za to zabrać. Na szczęście są przyjaciele - Anka wiedziała kiedy przyjść. Dziewczyna ma wprawę w pakowaniu się - dwa projekty w Ghanie. Ale nie obeszło się bez załamywania się, płakania nad walizką i takich innych. No ale też był śmiech i wspólne wygłupy. Na szczęście dostaliśmy ten wspaniały dar - drugiego człowieka. Nigdy nie spodziewałam się, że do takich wniosków można dojść pakując walizkę.
Bezustannie żyję myślą, że za 3 dni wyruszę w podróż życia. Za 3 dni zacznie się spełniać moje marzenie, moje powołanie.
Jezu prowadź! :)
8 lip 2010
08.07.2010
Kolejny dzień przygotowań. Ten jeden z czterech już za mną. Choć mimo całego zamieszania był dobry, bardzo dobry.
Rano nagrywaliśmy materiał do TV Zabrze. Cały program o Afryce, o wolontariacie, o nas. Wyjdzie z tego naprawdę coś pięknego! :) A potem wielkie zakupowanie. Nasz wyjazd już ma wszystko z rzeczy materialnych czego mu trzeba. No i najważniejsze: MAMY WIZY! To naprawdę niesamowite dla mnie.
Jeśli idzie tylko o mnie, to zażyła pierwszy lek na malarię. Mimo dziwnych opowieści o halucynacjach, mi nic nie ma. Nic się nie zmieniło. A ponad to, odczuwam strasznie siłę modlitwy, siłę tych, którzy mnie wspierają. Mimo, że nie są namacalnie blisko ich się czuje.
A w nawiązaniu do problemów afrykańskich, coś o Milenijnych Celach Rozwoju: http://www.youtube.com/watch?v=U-tNHJGNXpo
7 lip 2010
07.07.2010
Kilka godzin temu wróciłam do domu z kilku dni wakacji. Zamiast zobaczyć mój kochany pokoik z moim wielkim porządkiem, zobaczyłam masę pełnych toreb, które zgromadziłam tuż przed wyjazdem. Przypomniało to że pora zacząć się pakować. Ale póki co ciężko mi zabrać się za to. Wyciągnęłam tylko walizkę.
Przez ostatnie dni byłam dziwnie spokojna o mój wyjazd. Pomijając oczywiście fakt, że nadal czekamy na nasze wizy z Berlina, a Jakubson nadal nic na ten temat nie wie. Ale przecież je dostaniemy, co nie. Więc jestem o to w miarę spokojna. Bardziej przerażają mnie najbliższe dni. Nie wspominając już o moich rodzicach, szczególnie mamie, bo ona to chciałaby żebym teraz siedziała non stop w domu razem z nią i rozmawiała. A tu tyle rzeczy do załatwiania. Sama nie wiem w jaki sposób to ogarnąć. Ale ja uwielbiam dni, kiedy nie mam na nic czasu, wtedy nie zadręczam się głupimi myślami, nie myślę o tym co będzie.
Teraz czeka mnie jeden wieczór dojścia do siebie. Zmiana klimatu z kieleckiego na śląski w tak szybkim tempie, nie jest najlepszym pomysłem.
Dla wszystkich fanów muzyki afrykańskiej moje ostatnie odkrycie http://www.youtube.com/watch?v=oDuY50rJK-k&feature=related
1 lip 2010
29.06.2010
"Posyłam was, jak owce między wilki."
Teraz możemy iść. Iść z krzyżem na piersiach. Dziś Ksiądz Andrzej, dyrektor naszej świętochłowickiej wspólnoty, udzielił nam swego błogosławieństwa i symbolicznie wręczył krzyże misyjne. Teraz jakoś namacalne czuję, że zostaliśmy posłani w Imię Boże.
Mimo przeciwności jakie nas czekają, mamy wielkiego sprzymierzeńca, Kochającego Ojca. Choć nie raz będzie trudno wtedy mamy siebie wzajemnie i Kogoś, Kto nas wspiera.
Mimo przeciwności jakie nas czekają, mamy wielkiego sprzymierzeńca, Kochającego Ojca. Choć nie raz będzie trudno wtedy mamy siebie wzajemnie i Kogoś, Kto nas wspiera.
I znów są słowa które najbardziej mnie uderzyły i po raz kolejny wryły się gdzieś głęboko w moje serce : "Wiara to pewność, że Bóg troszczy się o rzeczy najmniejsze"
29 cze 2010
Ostatnie zakupy, spotkania ze znajomymi, chwila wakacji. Tak wyglądają moje przygotowania do wyjazdu do Ghany. Do wyjazdu, na który czekałam tyle czasu. Wielokrotnie pojawia się pytanie czy są obawy. Im bliżej do wyjazdu tych obaw jest co raz więcej. Ale jednak jest coś, co rekompensuje je wszystkie. Jest to fakt, że spełniam swoje marzenie, swoje powołanie. Już nie mogę się doczekać kiedy stanę na ghanijskiej, czerwonej ziemi, kiedy pójdę z dzieciakami na boisko, aby wspólnie grać w piłkę. Teraz ciężko jest opisać radość i szczęście jakie jest we mnie z tego powodu. Dlatego teraz wyruszam w moją misyjną podróż życia, aby móc dzielić się swoja radością z ludźmi, których spotkam.
*to moje świadectwo przedwyjazdowe, które znalazło się na stronie naszego wolontariatu (:
28 cze 2010
27.06.2010
Jest MOC! Od 4.15 na nogach. Podróż do Rojcy, pierwsza Msza o 6.00, moje świadectwo, zbiórka pieniędzy. A co ważniejsze sobotnie spotkanie z Kimś, kto jest naprawdę ważny.
Taka życzliwość i wspaniały wyniki w puszkach naprawdę daje siłę. Jeszcze 15 dni i te pieniądze zostaną idealnie wydane. Nawet te 17h spędzone non stop na nogach były nieważne z powodu radości, jaką dał ten dzień.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
