5 maj 2010

04.05.2010



Kurcze, tyle się dzieje, że nawet nie mam czasu pisać. A tyle się dzieje. Chyba za dużo jak na moją głowę. Ogarnąć tego nie potrafię.

Działamy. Nie wiem na ile to jest, ale coś się dzieje. Choć mam wrażenie, że ciągle jest za mało mnie. Za mało daje z siebie. Tylko, co ja mogę jeszcze zrobić. Może nie jestem jakimś Armagedeonem, ale coś robię, a zarzucanie, że się nic nie robi boli. Cholernie boli. Czy ja muszę coś komuś udowadniać? Chyba chodzi o to, żeby tam być i dać z siebie maximum. A nie tylko stwarzać pozory. 
Chyba wolałabym już tam być. Czas powrotu zbliżałby się, a ja byłabym bogatsza o nowe doświadczenia i mogłabym pewne rzeczy zacząć olewać i się nie stresować. Ale, 'idę długą drogą mego życia. Czasem tracę siły by odnaleźć powołanie.' Kiedyś to zostanie dostrzeżone, wynagrodzone przez Niego. 

A z pozytywów: liczba kredek, ołówków rośnie. Dobrze jest wiedzieć, że ludzie nie mają wszystkiego w nosie, lecz mają odrobinę wrażliwości. No a piłki też są, i to nie byle jakie! :)

10 kwi 2010

10.04.2010


Dawno tu nie zaglądałam... Nawet nie ma czasu, żeby coś poważnego skrobnąć. Ale dziś jest inaczej...

Prezydent RP nie żyje. Kolejna katastrofa lotnicza. Data? 10 kwiecień. 5 lat temu odbył się pogrzeb papieża Polaka. Dziś wigilia Niedzieli Bożego Miłosierdzia. 5 lat temu zmarł Jan Paweł II... Przypadek? W życiu nie ma przypadków.

Bardziej niepokoją mnie te katastrofy lotnicze... Za 14 tygodni to JA mam wsiąść na pokład SAMOLOTU. Wiem, że nie można zakładać najgorszego, ale to silniejsze ode mnie. Co raz częściej słyszymy w telewizji i radio o katastrofach lotniczych. A jeśli to mój lot będzie pechowy? Jeśli tam nie dolecę? A potem nie wrócę do domu? Czarne myśli spowiły moją głowę. To przyćmiło wszystko. Nawet radość z tego, że moja podróż życia zbliża się co raz większymi krokami...

27 mar 2010

25.03.2010




No i zaczyna się. Odczuwanie na własnej skórze przygotowań do wylotu, aż za bardzo fizycznie.
Pierwsze szczepienie. Żółta Febra już za mną. Trochę dziwnie mi, ale z tym daje się żyć. Przeżyć najbliższe 10 dni. A co ważniejsze żeby nikt ze mną nie zwariował.
Szczepionka była kolejnym przełomowym momentem. Okazało się, że nie będę musiała płacić 700 zł za szczepionki, ale tylko ok.350. I już 350 zł do przodu. Czyli jeszcze tylko 150 zł zaległości! :) Strasznie mnie to cieszy. Czy to znaczy, że cuda się zdarzają? Chyba tak. Tak. Co raz częściej się o tym przekonuję.

24 mar 2010

10.03.2010


Tak wiele rzeczy układa się nie tak, jakbyśmy tego chcieli. Czy to wynika z tego, że za dużo oczekuję od życia? Czy te dodatkowe 500 zł musi niszczyć to, co było niemalże idealnie poukładane. A może to jest po to, abym mogła zobaczyć to z perspektywy czasu czy innego miejsca siedzenia?
A może to ON zabiera mi wszystko, co dla mnie najważniejsze? Może niszczy to na "swoje potrzeby"? Może dzieje się tak, że zabiera to, co jest dla nas najważniejsze, żeby to było jeszcze bardziej doskonalsze?
Przecież po każdej burzy wychodzi słońce! Tak będzie i z moim wyjazdem! To nie będzie tylko moje marzenie, moja praca, ale przede wszystkim dla ludzi, dla NIEGO!

Będzie dobrze, musi być!

10 mar 2010

1.03.2010


Spotkanie ogólnopolskie już za nami. To już kolejne... Tym razem, dla odmiany, były Kielce. Moje miasto? W jakimś stopniu. Ale ważniejsze to, że był to czas rekolekcji. Czy coś z tego wyniosłam? Jeszcze tego nie odczuwam. Zbyt krótki czas, przecież od kilkunastu godzin jestem w domu i jedyne co odczuwam to zmęczenie i mega wielkie niewyspanie.
Taką myślą, która poruszyła mój mózg i serce była myśl x.Tomka sdb: 'Niech Cię porusza urok pustych miejsc.' Tylko co dla nas jest pustym miejscem? Afryka? Przecież niewielu białych dotarło tam, aby wypełniać te PUSTE MIEJSCA. Może warto zwrócić uwagę na te miejsca w pobliżu nas, tu w Polsce, w moim najbliższym środowisku? Przecież wolontariusz to Świadek Prawdy i Miłości.


Zapraszam na: http://swm.pl/1532.puste-miejsca

6 mar 2010

12.02..2010





W naszym życiu zawsze pojawiają się czarne chmury. Nawet nas moim wyjazdem zbierają się chmury. Wszystko się komplikuje. Lista miała być zamknięta, a wszyscy kombinują jak jechać... Wszystko się wali...
Ale SWM to moje życie, a misje to moje powołanie, radość mojego życia... Muszę pokonać przeciwności, muszę walczyć!

'Kto nie boi się wierzyć, że się uda - ja nie- ja wierzę, Wiara czyni cuda!'

5 mar 2010

7.II.2010

Jest moc!(jak to mawia Dżagła) Weekend misyjny daje dużo możliwości. Nie tylko na zebranie funduszy, ale na samo pokazanie działalności SWMu.
To był mój tzw.'pierwszy raz'. Po raz pierwszy dzieliłam się swoim doświadczeniem SWMu i wrażeniami przed wylotem. A po za tym... Są ludzie, którzy mnie wspierają. I nie mówię tu o moich kochanych rodzicach i rodzeństwu, bo oni są bezkonkurencyjni. Ale o tych, którzy dają siłę i czas. Dziękuję Asi, która mnie dziś wyjątkowo wspierała, a wspiera od momentu, kiedy dowiedziałam się, że lecę. No i Ojciec Paweł. Jego uśmiech jest bezkonkurencyjny. Nawet stres na ambonie jest mniejszy :D

Misje to odjazd z miłości, dlatego warto poświęcić temu samego siebie.